Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Autobiografia Tamary Colloportus

dla WH

:: MENU ::

Autobiografia Tamary Colloportus

Moją pierwszą i tak na prawdę jedyną szkołą magii był Wirtualny Hogwart im. Syriusza Croucha. Niemal każdy w swoich opowieściach pisze "wpisałem 'Hogwart' w Google i tak trafiłem do szkoły". Ze mną było nieco inaczej. To przyjaciółka - Daga Fly - wpisała odpowiednie słowo, przyjaciółka trafiła do tejże szkoły i przyjaciółka niemalże siłą nagoniła mnie do odszukania jej w sieci. Na początku chciałam tylko zobaczyć, jak owa uczelnia wygląda, by opowiadania wzmiankowanej nabrały nieco kolorów. Później jednak zwyczajnie mi się spodobało! Niesamowity klimat, chęć poznania czegoś nowego - właśnie to skłoniło mnie, by 3. Marca 2008. roku wpisać się na listę uczniów Slytherinu, który wydawał mi się najodpowiedniejszym dla mnie domem (i mimo wszystko pozostał mi do niego sentyment). Na początku widniałam w spisie jako Tamara Shadow. Start, jak chyba każdy, miałam trudny. Nigdy nie lubiłam nawiązywać znajomości, więc ciężko mi było przebrnąć przez barierę tylu nowych osób. Wciąż polegałam na pomocy Dagi Fly, choć starałam się w miarę samodzielnie zdobywać uznanie w szkole.

Pierwszą oceną, którą pamiętam było O (o ironio, z WoMMiR'u - przedmiotu, którego miałam później uczyć!). Dołączyłam do grona uczniów w środku roku szkolnego, co zaowocowało potężnymi zaległościami. Szybko jednak straty nadrabiałam, zarabiając dużo punktów i wyciągając oceny, jak się dało. Można powiedzieć, że dołączyłam do WH w najgorszym jego okresie (jak na tamte czasy) - przeżywał nagminny brak kompetentnych nauczycieli, czego rezultatem był potężny bałagan i liczba odwołanych zajęć. Na 18 przedmiotów, jedynie z 10 otrzymałam oceny:

Druga klasa zapowiadała się nieco lepiej - znałam szkołę, znałam uczniów, znałam przedmioty i miałam aż nadto wolnego czasu, by odrabiać większość zadań dodatkowych i brać udział w konkursach. Niewątpliwym sukcesem mogę nazwać zwycięstwo w olimpiadach: "Z Czarną Magią za Pan Brat" (czarna magia), "Numerologia Łatwa i Przyjemna" (numerologia), "Mity i Legendy" (WoMMiR - DYPLOM).

Wtedy też po raz pierwszy zmieniłam nazwisko (z Shadow na DeuMus), ale chyba zatęskniłam za swoim własnym tworem, bo postanowiłam jednak nadal pozostać niezależną postacią ŚM. Nie ominęła mnie posada prefekta (pod koniec roku również prefekta naczelnego). Również oceny końcoworoczne nie tylko uległy pomnożeniu, ale też poprawie:

Trzecia klasa - kończąca naukę w Wirtualnym Hogwarcie - miała być najcięższym rokiem, a okazała się najprzyjemniejszym i najbardziej ciekawym. Zdecydowanie najwięcej wspomnień z tego czasu wiążę z rodziną Colloportus, do której dołączyłam i od której zaczerpnęłam nowe nazwisko. Co się stało z moją "niezależnością"? Chyba zniknęła, gdy poznałam moją późniejszą matkę: Eileen Colloportus. Moim "rodzonym" ojcem został Chris Gordon (który jednak niedługo później odszedł z ŚM), dzięki czemu zyskałam urocze, choć przydługie nazwisko Colloportus-Gordon. Miałam również dwójkę rodzeństwa: Emailen i Christiana. Mój braciszek, po odejściu Chrisa "G.", szybko zajął jego miejsce (dalej miałam więc ojca Chrisa, ale z nazwiska ubyło parę literek). Po tych godnych "Mody na sukces" perypetiach, wreszcie zyskałam ostatecznie nazwisko Colloportus, niezmienne do dzisiejszego dnia.

Ale wracając do nauki... Po raz drugi zostałam prefektem Slytherinu i prefektem naczelnym. Wygrałam olimpiady: runiczną, czarnomagiczną oraz OnMS'u. Zdecydowanie jednak największym sukcesem jest zwycięstwo w międzyszkolnym Jesiennym Turnieju 2008, zorganizowanym przez Akademię Magii Vernex. Pozostali zawodnicy z naszej szkoły - Christian Colloportus (obecnie Fyed), Aurelia Bannemore (obecnie Danger) oraz Elizabeth Felix (znana też jako Irmina Danger) - również zajęli czołowe miejsca, czego skutkiem była wygrana WH w ogólnym rankingu (DYPLOM ZA UDZIAŁ). Otrzymałam również certyfikaty: z Antycznych Run, WoMMiR'u, Czarnej Magii, Zielarstwa, Transmutacji, OnMS'u. Próbowałam swoich sił również w trzech innych przedmiotach (Zaklęcia, Wróżbiarstwo i Numerologia), ale na próbach się zakończyło. Egzaminy, podzielone na dwie części, zakończyły moją karierę studentki (SCREEN z wynikami). WH wtedy też wprowadziło świadectwa (ŚWIADECTWO).

W styczniu 2009. roku miałam zająć wcześniej już proponowaną mi posadę nauczycielki WoMMiR'u, zastępując tym samym Ydę Lunę, która chciała udać się na dłuższy urlop (w końcu jednak zostałam na stanowisku na stałe). Z przyjemnością ją przyjęłam. Podczas rozpoczęcia roku odbyła się Gala z okazji III-lecia WH, na której otrzymałam dwie statuetki: najlepszego prefekta (TUTAJ) i najlepszego absolwenta (TUTAJ).

W lutym 2009. roku postanowiłam spróbować swoich sił w innej, całkowicie nowej szkole magii. Trwał wtedy rok szkolny w WH, więc podjęcie decyzji poszło mi dość topornie - nie lubię mieć bałaganu w grafiku i zbyt wielkiej liczby zajęć i obowiązków. Ową nową szkołą miał być Uniwersytet Magii Petron, w którym objęłam posadę nauczycielki czarnej magii oraz opiekunki domu Perelio. Rok szkolny zaczął się 16. Lutego 2009. Niedługo później zostałam również wicedyrektorką. Wtedy po raz pierwszy spotkałam się z dość rzadkim problemem w szkołach magii - kompletem nauczycieli, za to brakiem uczniów. Zazwyczaj to brak kompetentnej kadry powoduje zamknięcie szkoły, gdyż uczniowie czują się zniechęceni atmosferą. Tutaj było odwrotnie - brak uczniów zniechęcił nauczycieli. Reasumując: UMP przetrwał niecały miesiąc.

W kwietniu 2009. roku, kiedy rozpoczął się drugi rok szkolny mojej profesorskiej kariery, miałam po raz pierwszy przeprowadzić egzaminy na certyfikaty. Pierwszy powędrował w ręce Aurelii Bannemore.

We wrześniu 2009. roku pierwszy raz wygrałam w "TOP PSORZE".

Rok później (kwiecień, 2010), po odejściu z funkcji dyrektorki Eileen Colloportus i przejęciu jej obowiązków przez Adama Blacka, zostałam mianowana nową wicedyrektorką WH. Niedługo później Adam również opuścił mury szkoły. Był to kolejny potężny cios dla szkoły, w której pan Black urzędował niemal przez całe jej istnienie. Stanowisko dyrektora powędrowało w ręce Maxa Pottera; ja zostałam na swojej funkcji, za to dołączyła do nas Daga Fly, piastując urząd drugiej wicedyrektorki. Daga jednak niedługo później zrezygnowała, więc w dyrekcji pozostałam tylko ja i Max (postanowiliśmy jednak, że tak już zostanie). WH zorganizowało w tym czasie również Olimpiadę Interdyscyplinarną. Tegoroczna klasa III okazała się być nad wyraz ambitna. Zarówno Elva Reese, jak i Kao Eleve zdobyli najwyższe oceny. Kao dodatkowo zdał testy na certyfikat (jako drugi w mojej karierze). W maju wygrałam również w rankingu "TOP PSORA". Podczas zakończenia roku szkolnego zostałam mile zaskoczona kilkoma nagrodami. Otrzymałam wyróżnienie za współorganizację Olimpiady Interdyscyplinarnej (TUTAJ) oraz podziękowanie od kilku uczennic domu Gryffindor (TUTAJ).

Wrzesień 2010... Kolejny rok szkolny, kolejne trudne decyzje... Drugi rok na funkcji wicedyrektora. Bodaj szósty na funkcji nauczyciela. Tak zwany początek końca. Zaczęło się stosunkowo niewinnie. Szykowaliśmy II edycję Olimpiady Interdyscyplinarnej. Eliminacje w końcu jakoś poszły. Gorzej z I zadaniem, które jakoś chamsko nie chciało się zorganizować. Ostatecznie przedsięwzięcie nie wypaliło, bo olali je nawet zawodnicy. Byłam niby jej organizatorką, więc był to jednocześnie cios w moją stronę. Tego samego dnia dowiedziałam się od Maxa Pottera, że zamierza on odejść z WH. Zrobiłam krótki rekonesans i wywnioskowałam, że może faktycznie warto zostawić ŚM? W marcu miały minąć równe trzy lata, odkąd wpadłam do szkoły. Trzy długie lata.

Dzisiaj, dokładnie 13. listopada 2010 roku, po raz ostatni edytuję ten tekst. Po dłuższym namyśle muszę stwierdzić, że nie było warto. Odejście z WH to dla mnie duża i trudna zmiana. Wiele się nauczyłam, zarówno od nauczycieli, jak i uczniów. Jak to zgrabnie kiedyś przypomniał mi niejaki Cedrik Danger, udało mi się przejść chyba wszystkie szczeble kariery w WH (nie byłam tylko opiekunem domu i kapitanem drużyny Quidditcha). Ba, niemal dostosowałam swój "grafik" do potrzeb szkoły! Poznałam tam swoje prawdziwe pasje, jakimi są czarna magia, runy i oczywiście wszelkie gałęzie ezoteryki. Zostawiłam tam wiele ciężkiej pracy i wiele znajomości, których prawdopodobnie nie uda mi się utrzymać. Zabrałam ze sobą jednak kilka grubych teczek wspomnień, które już zawsze będą mi towarzyszyć. Może i usunę cały folder zakładek w przeglądarce, setki archiwalnych dzienników, tabel i prac uczniów, ale pewnie jeszcze nieraz - czy to z ciekawości, czy z przypływu nudy - wejdę na stronę szkoły, wskoczę na czat.

Dlaczego zostawiam to wszystko, co przecież tak kocham? Bo ktoś mnie w końcu szturchnął i powiedział: "w pewnym momencie zaczęło cię pożerać"... WH było snem. Było jednym, wielkim snem. Ucieczką od prawdziwego życia, które nigdy jakoś mnie nie zadowalało. O ile lubię śnić, o tyle nie lubię spać (a spałam przecież stosunkowo długo). Zawsze uważałam to za smutną konieczność - kolejny zbędny trybik, bez którego jednak maszyna się rozpadnie. W końcu musiałam się obudzić, prawda? Przetrzeć zaspaną twarz, wstać i chwiejnym krokiem dotrzeć do upierdliwego budzika.



Tamara Colloportus 13.11.2010 [Powrót] Komentuj